- Gdzie sie gówniarzu wybierasz? Siadaj na dupie!
- Pierdol się. - 17-latek zaczął iść w stronę wyjścia, gdy policjant go złapał.
- Nie szarp się. - wrzasnął.
- Nie wrobicie mnie w nic.
- Marcel choć tu!. - zawołał piesek.
Kacper automatycznie przestał się rzucać i uśmiechnął się wewnętrznie.
- Co jest? - do celi wszedł kolega Emila udając, że nie zna licealisty.
- Posiedź z nim tu. ja idę na kawę.
- Nie ma problemu. - uśmiechnął się młody policjant i usiadł na krześle kładąc nogi na biurku.
- Siema stary. - zaśmiał się y wystawił rękę w kierunku Kacpra, gdy tylko zostali sami w pomieszczeniu.
- Cze. - odpowiedział chłopak przybijając piątkę Marcelowi. Rozległ się mocny plask przebiegające w echo.
- Co jest? - spytał cicho.
- Wpadliśmy. - odpowiedział smutno siadając na podłodze.
- he? - skrzywił się troche starszy mężczyzna.
- Jestem oskarżony o napad na komisariat i uprowadzenie Emila. I podejrzany o w spół udział w napadzie na ojca.
Marcel wysłuchując to nie odzywał się ani słowem. Jego milczenie trwało również po skończeniu opowieści młodego.
W pewnej chwili sięgnął do kieszenie spodni, i odblokowując telefon przyłożył go do ucha, po czym zaczął udawać rozmowe telefoniczną.
Kacper obserwował z zafascynowaniem i ciekawością starszego kolegę.
- O proszę. Znalazł się nowy podejrzany. Jesteś wolny. - mówiąc to uśmiechnął się złośliwie.
17-latek szybko zrozumiał podstęp i nie czekając ani chwili dłużej wstał z podłogi, i mówiąc ciche "dziękuję" szybko opuścił budynek.
- Fuck. - powiedział stojąc na parkingu. Nie wiedział gdzie iść ani nie miał podwózki. Chwilę później zorientował się, że nie ma również pieniędzy. Zostało mu jedynie wykonanie telefonu.
Pierw postanowił wybrać numer do Emila. Szybo odebrał. jednak słysząc po drugiej stronie słuchawki jednoznaczne jęki postanowił rozłączyć się. Automatycznie, z jego listy wykreślona została również mama Kamila. Kolejną i zarazem ostatnią osobą była mama chłopaka, która również dość szybko odebrała.
- mamuś przyjedziesz po mnie?
- Jestem w Warszawie.
- A to spierdalaj kurwo! - wrzasnął rozdrażniony chłopak rozwalając telefon rzuciwszy go na jezdnię. Usiadł na krawężniku. otaczały go niemalże puste miesca parkingowe, nie licząc paru radiowozów.
Po paru godzinach siedzenia samotnie oraz nieudanych próbach poskładania telefonu postanowił wstać i ruszyć przed siebie. Dosyć szybko znalazł się na przy jezdni. Szedł dość szybko ze swą kamienną, przystojną twarzą nie wyrażającą żadnych emocji, gdy drogę zajechało mu srebrne, kobiece auto. Po niedługim czasie szyba opuściła się, a zamiast niej ukazała się twarz kobiety.
Nie była ona ani stara, ani młoda.
- Podwieźć Cię gdzieś, przystojniaczku? - spytała.
- Tak. - odpowiedział siedząc już z tyłu auta. Oprócz tej pani znajdowały się tu również cztery inne patrzące na niego desperacko porządliwym wzrokiem. Każda z nich wiekiem przekraczała trzydzieści lat. Było to widać pomimo ich trudom i staraniom.
Samochód ruszył, gdy 17-latek zorientował się, że nie wie gdzie jadą. Czuł się nieswojo w towarzystwie tych oto pań.
- To tu. - powiedział zmieszany.
- Nie. Jedziemy dalej. - uśmiechnęła się blondynka kierująca pojazdem.
- po co?
- Mamy wieczór panieński.. - wszystkie się zaśmiały.
- Gratuluję, ale ja chcę wyjść. - złapał za klamkę, gdy poczuł dwie pary dłoni na jego ciele.
- Ale my chcemy, byś został. - szepnęła kobieta siedząca obok niego.
- Ja pierdole..
Po paru chwilach dojechali pod dom.
- Wysiadaj. - kobieta wypchnęła go z auta tak, że wylądował na asfalcie.
- Wstawaj. - szpilka kierowcy uderzyła go w krocze, przez co Kacper zwinął się z bólu.
Wykorzystując to, kobiety podniosły go i już po chwili były w salonie domu. Rzuciły go na kanapę i wyszły gasząc światło w pokoju.
Byli sami. : one cztery i 17-latek.
- Wypij to. - podeszła do niego jedna z pań najmniej udzielająca się.
Wystraszone dziecko spojrzało tylko na nią.
- Będzie ci po tym lepiej.
Chłopak wziął szklankę od kobiety i wypil cała zawartość.
- Grzeczny chłopiec. - uśmiechnęła się złowrogo i zniknęła za drzwiami pokoju.
przepraszam was wszystkich, że to tak długo trwało, ale jestem do niczego. Nie potrafię wymyśleć nic ciekawego ani napisać tego.
przepraszam was wszystkich. ;(
czwartek, 27 czerwca 2013
wtorek, 18 czerwca 2013
Zarzuty
- Kaaacper. Idź już. - jęknęła 15-latka odpychając swojego przyjaciela.
- A nie pożegnasz się ze mną? - spytał, oplatając ramiona wokół jej tali.
- Pa. - powiedziała przykładając usta do policzka 17 latka.
- Myślę, że zasługuję na coś więcej.. - pomysłowy licealista zamknął oczy, a usta złożył w dzióbek czekając na pocałunek. Jednak, w odpowiedzi dostał jedynie głośny trzask drzwi i dźwięk zamykanego zamka.
- Eh.. - jęknął i zaczął powoli schodzić po schodach.
Gdy ledwo wyszedł z klatki poczuł wibracje przeplatające się z dźwiękiem głosu Billiego Armstronga.
Przejechawszy palcem po ekranie spostrzegł imię swojego przyjaciela, a przyciskając telefon do ucha jego głos:
- Zabierz go!
Kacper zaczął się śmiac. Wiedział bowiem, że długo z jego kochanym braciszkiem, w tak małym mieszkanku wytrzymać się nie da. Nie wiedział tylko, że to nastapi tak szybko.
- Emilek. - powiedział z lekko pytającym tonem.
- Przelizał mi matke.
- Uuu... - młodszy brat wybuchł śmiechem
- Zabierz go! - rozkazał 14-latek.
- Oj nie jęcz skarbie. Zrobie ci loda wieczorkiem. Kocham cię.
Śmiejąc się nadal Kacper doszedł do domu.
- pan Szałkowski? -usłyszał męski głos.
Chłopak zdziwił się i automatycznie przestał się śmiać.
- Jepp. - odpowiedział ściągając buty. - a pan piesek jak ma na imię?
- Kacper!
- przepraszam mamusiu. Już będę grzeczny.
- Zapraszamy kolegę na komendę.
- Dlaczego? - 17-latek zmarszczył brwi patrząc na dwóch policjantów.
- przesłuchamy cię.
- Ale trujecie dupę. - usiadł na ziemi i zaczął ponownie zakładać buty. - było od razu mówić, żebym się nie rozbierał bo wychodzimy a nie tak dupe trujecie. - mruczał pod nosem.
- kacper! - matka braci ponownie wrzasnęła.
- Ciiicho matka. - mówiąc to wstał i otrzepał się z nieistniejącego kurzu.
- Idziemy? - zarzucił grzywą.
- Na twoim miejscu nie byłbym taki wesoły. - odpowiedział jeden z funkcjonariuszy wychodząc z domu jako pierwszy. Drugi męższyzna szedł za kacprem pilnując go, gdyż nie mieli obowiązku skuwać nastolatka w kajdanki.
- Mogę z przodu? - spytał bezczelnie.
- Niee. - odpowiedział policjant srogo.
- No wiem wiem. Tylko się droczę przystojniaczku. - chłopak puścił mu oko, a następnie wsiadł na tylne siedzenia wozu.
- dzieci. - policjanci zajęli miejsca i ruszyli w stronę komisariatu.
Młody chłopak rozglądał się po radiowozie zaczynając śpiewać refren swojego dzwonka, który tego dnia dośc często słyszał:
Taking a ride to my old haunts
She’s in my blood
I reside in my nightlife
My favorite color is candy apple girl
And she resides in my mind
Of my nightlife
- A nie pożegnasz się ze mną? - spytał, oplatając ramiona wokół jej tali.
- Pa. - powiedziała przykładając usta do policzka 17 latka.
- Myślę, że zasługuję na coś więcej.. - pomysłowy licealista zamknął oczy, a usta złożył w dzióbek czekając na pocałunek. Jednak, w odpowiedzi dostał jedynie głośny trzask drzwi i dźwięk zamykanego zamka.
- Eh.. - jęknął i zaczął powoli schodzić po schodach.
Gdy ledwo wyszedł z klatki poczuł wibracje przeplatające się z dźwiękiem głosu Billiego Armstronga.
Przejechawszy palcem po ekranie spostrzegł imię swojego przyjaciela, a przyciskając telefon do ucha jego głos:
- Zabierz go!
Kacper zaczął się śmiac. Wiedział bowiem, że długo z jego kochanym braciszkiem, w tak małym mieszkanku wytrzymać się nie da. Nie wiedział tylko, że to nastapi tak szybko.
- Emilek. - powiedział z lekko pytającym tonem.
- Przelizał mi matke.
- Uuu... - młodszy brat wybuchł śmiechem
- Zabierz go! - rozkazał 14-latek.
- Oj nie jęcz skarbie. Zrobie ci loda wieczorkiem. Kocham cię.
Śmiejąc się nadal Kacper doszedł do domu.
- pan Szałkowski? -usłyszał męski głos.
Chłopak zdziwił się i automatycznie przestał się śmiać.
- Jepp. - odpowiedział ściągając buty. - a pan piesek jak ma na imię?
- Kacper!
- przepraszam mamusiu. Już będę grzeczny.
- Zapraszamy kolegę na komendę.
- Dlaczego? - 17-latek zmarszczył brwi patrząc na dwóch policjantów.
- przesłuchamy cię.
- Ale trujecie dupę. - usiadł na ziemi i zaczął ponownie zakładać buty. - było od razu mówić, żebym się nie rozbierał bo wychodzimy a nie tak dupe trujecie. - mruczał pod nosem.
- kacper! - matka braci ponownie wrzasnęła.
- Ciiicho matka. - mówiąc to wstał i otrzepał się z nieistniejącego kurzu.
- Idziemy? - zarzucił grzywą.
- Na twoim miejscu nie byłbym taki wesoły. - odpowiedział jeden z funkcjonariuszy wychodząc z domu jako pierwszy. Drugi męższyzna szedł za kacprem pilnując go, gdyż nie mieli obowiązku skuwać nastolatka w kajdanki.
- Mogę z przodu? - spytał bezczelnie.
- Niee. - odpowiedział policjant srogo.
- No wiem wiem. Tylko się droczę przystojniaczku. - chłopak puścił mu oko, a następnie wsiadł na tylne siedzenia wozu.
- dzieci. - policjanci zajęli miejsca i ruszyli w stronę komisariatu.
Młody chłopak rozglądał się po radiowozie zaczynając śpiewać refren swojego dzwonka, który tego dnia dośc często słyszał:
Taking a ride to my old haunts
She’s in my blood
I reside in my nightlife
My favorite color is candy apple girl
And she resides in my mind
Of my nightlife
- Green day? - spytał kierowca
- Jep. - odpowiedział chłopak. uśmiechnął się sam do siebie wiedząc, że trafił w jego gusta.
Po krótkiej chwili byli już w pokoju. Chłopak usiadłwszy na krześle położył nogi na biurku.
-
To moje miejsce! - podszedł do niego jeden z policjantów i jednym
płynnym ruchem zrzucił zgrabne nogi ze swojego biurka co zaskutkowało
tym, że umięśnione ciało 17-latka leżało teraz pod biurkiem.
- Wstawaj. - wrzasnął rzucając papiery na drewniany przedmiot.
Nastolatek usiadł na krześle, a po chwili rozglądania się po pomieszczeniu zauważył przed sobą lampkę.
- Robimy nastrój? - zapalił ją i poruszył seksownie brwiami.
- Uspokuj się do cholery!.
- A co ja tu w ogóle robię? - wstał oburzony.
-
Jesteś podejrzany o współudział w okaleczeniu Roberta Szałkowskiego
oraz o napad na komisariat. Grozi ci 10 latek więzienia więc radzę się
zamknąć!
Jak widzicie blog powraca.
Niestety nie pisanie przez ponad miesiąc daje sie we znaki, ale mam nadzieje, ze szybko wrócę do formy. ;*
Niestety nie pisanie przez ponad miesiąc daje sie we znaki, ale mam nadzieje, ze szybko wrócę do formy. ;*
PS. kto się cieszy z powrotu? ^^
POWRÓT
Cześć wszystkim. Oto ta chwila, na którą wszyscy czekali: BLOG POWRACA!!!!!
Bardzo się cieszę, że czekaliście na mnie.
mam teraz więcej czasu i parę ciekawych pomysłów, a więc spodziewajcie się w najbliższych dniach nowej notki. ;**
Bardzo się cieszę, że czekaliście na mnie.
mam teraz więcej czasu i parę ciekawych pomysłów, a więc spodziewajcie się w najbliższych dniach nowej notki. ;**
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)