Chłopcy powoli zaczynali wjeżdżać do centrum miasta. Była godzina 18, a co w związku z tym ogromny ruch. Kacper pierwszy raz był w Warszawie, do tego kierował jednym z najdroższych aut ojca. Nie wiedział gdzie jechać. Bał się o wiele bardziej niż wcześniej. Miał łzy w oczach i tylko jęknął : "żegnaj prawo jazdy". Kamil też nie mógł się ogarnąć.
- Skręć tu!-krzyknął 14-latek.
Kacper nawet nie pytając o potwierdzenie szybko skręcił w boczną prawą uliczkę. Droga ta była nieco węższa, ale i tak nie porównywalna do dróżek na przedmieściach Lublina, gdzie mieszkają chłopcy. Jechali prostą drogą, która zwężała się ciągle. Nagle prawie wcale nie mijali samochodów.
- To na pewno ta droga?-spytał 17-latek rozglądając się.
- Noo...chyba-powiedział nie pewnie młodszy z kumplów.
- Kurwa! Zawsze nas wyprowadzisz w las.- Wrzasnął Kacper. Jego słowa stały się prorocze, bo już po 100 metrach drzewa zaczęła zmniejszać swoją odległość od siebie i wjechali w las. Właściciel auta już chciał zawracać, gdy spoglądając w lusterko samochodu zauważył radiowóz jadący za nimi.
- Obiecuję, że jak tylko wrócimy do domu uduszę cię.- powiedział Kacper zwalniając prędkość pojazdu. Dach auta zaczął wracać na swoje miejsce. Jednym przyciskiem chłopak sprawił, by wszystkie okna w samochodzie się zamknęły. Miał nadzieję, że Policjanci nie poznają, że pojazdem kieruje niedouczony 17-latek bez jakichkolwiek dokumentów. Trzęsącymi się rękami trzymał kierownicy. Zamknął oczy na chwilę oczy, gdy je otworzył i spojrzał w lusterko widział tam tylko asfalt. Szybko się odwrócił.
- Gdzie oni?
- Poszli w las- zaśmiał się Kamil.
Kacper nie komentując już tego przyspieszył. Po jakimś kilometrze wjechali na przydrożny parking z zamiarem zawrotu.
- Muszę siku-powiedział nieśmiało 14-latek.
- 3 sekundy. Powiedział Kacper zatrzymując samochód. W tym czasie też wyszedł z niego. Zdjął koszulkę i podszedł do bagażnika.
- Spociłeś się chuju-powiedział sam do siebie. Rzucił koszulkę na dywanik bagażnika i zaczął szukać świeżej w plecaku. Odruchowo napiął mięśnie. ( W domu całe poddasze mają w sprzętach do treningu. Lubił się chwalić tym, nad czym co dzień pracował). Nagle poczuł dłoń, która wsunęła się na jego kaloryfer.
- Kamil ty geju-zaśmiał się. Nie przestawał grzebać w plecaku.
- Ale ja nie jestem Kamil. - usłyszał to Kacper szeptem kobiety i otulający ciepłem oddech na swoim uchu.
Fajne ; p ^^
OdpowiedzUsuńCiekawe co bd dalej ;D
Fajnie się czyta,i dobra przygoda ;d
OdpowiedzUsuńmega !
OdpowiedzUsuńFajneee
OdpowiedzUsuńBoskie :3
OdpowiedzUsuń