Przed domem stał Kamil, choć trudno było nazwać to staniem - jego ciało od pasa wzwyż oparte było o srebrny samochód Ojca Kacpra. Młodszy kolega miał zamknięte oczy. Kacper uśmiechnął się, podszedł do niego od tyłu i klepnął go mocno dwiema dłońmi w policzki po czym uciekł. Jednak Kamilowi nawet nie przeszło przez myśl, by go gonić. Krzykną tylko zrezygnowanie:
- Zwalaj. !
I usiadł zna przednim siedzeniu. Kacper wrzucił tylko plecak na tylne siedzenia i pogwizdując usiadł za kierownicą.
- To co...jedziemy kochanie?
Spytał uradowany, sam nie wiedział zbytnio z jakiego powodu.
- Jebnąć ci? - Kamil pokazał ściśniętą dłoń przed twarz starszego kumpla.
- Spokojnie laluniu- Odpowiedział Kapi śmiejąc się a po chwili poczuł ból w okolicy ramienia. Miał ochotę oddać koledze, ale nie chciał by był posiniaczony przy spotkaniu z dziewczyną
- Gumki masz? - uśmiechnął się 17-latek i po chwili dodał- tylko nie bij.
Nie czekając na odpowiedź ruszył pod sklep, gdzie był umówiony z Magdą. Gdy podjechali pod ustalone miejsce stało tam tylko paru gimnazjalistów. Kacper otworzył okno, wystawił łokieć i nucąc sobie pod nosem czekał na koleżankę.
Fajne :)
OdpowiedzUsuń